Po dolnośląskich serpentynach…. z JDM Wrocław!

Na ten dzień czekałam kilka miesięcy, z myślą – co by się nie działo – będę! I tak też się stało, 3 dni wcześniej złapała mnie grypa, w piątek jeszcze miałam ponad 38 stopni, a emocje nie pozwoliły mi się wyspać. W sobotę o godz. 6:45 zadzwonił budzik, otworzyłam oczy z niedowierzaniem, że nastał wreszcie ten dzień!

Zaczęło się – wspólną trasę rozpoczęliśmy jeszcze we Wrocławiu, przez Ścinawkę, Radków i Drogę Stu Zakrętów do Kudowy Zdrój. Dalej Zieleniec i Duszniki Zdrój, Kłodzko i… niestety ponownie Wrocław. Łącznie około 300 km przez cudowne górskie serpentyny, piękne widoki i jesienne barwy wokół. W międzyczasie wiele zrobionych przystanków i postojów na punktach widokowych. No i wspólny obiad – czułam się jakbym była częścią czegoś wyjątkowego, tak też było! Jednak wyjazd nie byłby tak cudowny gdyby nie uczestnicy, a ich było kilkadziesiąt – atmosfera świetna!

Trudno znaleźć jakikolwiek negatywny aspekt… może jeden jest – chcemy więcej i częściej! W tym miejscu chciałabym bardzo podziękować organizatorom tej edycji It Started in Japan oraz mojemu kierowcy, Michałowi Pajorowi, dzięki któremu mogłam być i uczestnikiem i fotografem.

A jak było i jak oceniają to uczestnicy, to zapraszam do przeczytania poniższych wypowiedzi:

Mateusz Olrzyński:
Wyjazd na Drogę 100 Zakrętów był w mojej głowie już kilka miesięcy. Z kolegami omawialiśmy temat kilkukrotnie, ale zawsze było coś: Japfest, Kalisz, Osaka i stwierdziliśmy, że zakończenie sezonu zrobimy na wyjeździe – ma być szybko, miło, ma być piękna pogoda. Czy było szybko – miejscami tak – prędkość dochodziła na krętych drogach do 150-160kmh. Czy było miło – w gronie JDM Wrocław zawsze jest miło, nigdy nie mieliśmy z tym problemów. Jesteśmy otwarci na ludzi, a oni odwdzięczają się tym samym. Czy była pogoda to już widać ze zdjęć – słońce świeciło, wiatru brak. po prostu idealnie. Czy było trudno zorganizować taki wyjazd – tak i nie. Wiedziałem gdzie chcemy jechać, ludzie dodali kilka postów, trasa się zmieniła. dodaliśmy kilka lokalizacji. Od początku wiedziałem gdzie będziemy jeść, z tym było najmniej problemów – 2 telefony i dogadany obiad dla 57 osób. Tutaj podziękowania dla Czeska Restauracja Zdrojowa – stanęli na wysokości zadania – było smacznie. Dziękujemy. Jedyną trudnością okazał się kontakt z ludźmi jak jechaliśmy już w autach. Zapomnieliśmy powiedzieć o aplikacji zello, ale to się da poprawić. Dla mnie najważniejsza jest ocena ludzi, a komentarze mówią same za siebie. Czy jako organizator, który musi wszystko doglądając dobrze się bawiłem? Tak, było kilka bardzo ciekawych odcinków, gdzie jechałem szybko i ciasno. Oczywiście to nie jet tor wyścigowy, więc do moich i auta możliwości było jeszcze daleko, ale zabawa była przednia. Na pewno będzie powtórka w 2K18, ale w nieco innej formie. By się dowiedzieć szczegółów – zachęcam do śledzenia naszego FP JDM Wrocław.

Monika Sekuła: 
Krótko mówiąc jestem bardzo pozytywnie zaskoczona! Już dawno nie widziałam, aby grupa była tak pięknie zorganizowana.
Pięknie spędzony czas, super widoki i sam fakt wypadu na taką trasę w gronie fanatyków Japońskiej motoryzacji.. nie ma się do czego doczepić, zwłaszcza, że planowałam zwiedzić drogę Stu Zakrętów w najbliższym czasie. Dzięki Wam ten dzień był jeszcze piękniejszy. Moje oczy cieszą się nadal na wspomnienie, które przypuszczam zostanie na dłuuuugo.

Dawid Zając: Gdyby ktoś mnie zapytał jak było na It started in Japan vol. 5, nie odpowiedziałbym nic tylko pokazał to zdjęcie.
Blisko 60 wspaniałych osób, każdy w swoim niepowtarzalnym samochodzie, każdy z własnym stylem jazdy, każdy z innymi marzeniami, ale wszyscy jako jedna rodzina wybraliśmy się na wspólny wyjazd. Przepiękne widoki, wspaniałe górskie drogi i emocjonująca jazda w kolumnie samochodów, to wszystko towarzyszyło nam niemalże przez cały wyjazd. Pogoda dopisała, dzięki czemu możemy się cieszyć tyloma wspaniałymi zdjęciami, a jak już o zdjęciach mowa, nie zapominajmy o ich autorach, którzy dzielnie stoją po drugiej stronie obiektywu. Brawa dla was, bo tylko dzięki wam możemy przypomnieć sobie emocje jakie nam towarzyszyły podczas jazdy. Dziękuje również ludziom, którzy przyczynili się do zorganizowania całego wyjazdu oraz wszystkim uczestnikom, bo bez tych pierwszych jak i tych drugich nie było by o czym dzisiaj pisać.

Piotr Maj:
Wjazd mega udany, było rewelacyjnie. Organizacja super, na wysokim poziomie, wszystko świetnie opracowane i wykonane. Świetne samochody japońskiej motoryzacji. Ekipa zgrana, zorganizowana. Atmosfera przyjazna. Jednym słowem to jedna z lepszych imprez na jakiej byłem. Dzięki za wspólne obracanie panewek.

Milena Przybylska:
Nasz pierwszy taki wyjazd i chyba najlepszy spot ze wszystkich. Tak jak zawsze mi się wydawało, że jazda w grupie to tak trochę słabo, bo się pogubimy, ciężko ludzi zorganizować itd., tak teraz twierdzę, że jeżeli są ludzie z jedną pasją to tak się dogadają, że i 1000 km da radę przejechać bez nerwów w fajnej atmosferze. Wyjazd mega, sama w życiu bym nie wpadła na to, że w okolicy jest taka fajna trasa. Tomasz ma za to jedno ale – za dużo postojów, za mało jazdy 🙂.

Arek Skórski:
Cóż ja mogę powiedzieć/dodać jak już inni tak pięknie ten wypadzik opisali, niemniej jednak jak dla mnie (na razie nowicjusza w tego typu spotach) było naprawdę świetnie – organizacja super, miejsca w których byliśmy magiczne i do tego spoko ekipa i piękne fury, bardzo przyjemnie się jechało i mam nadzieję, że na dłużej zawitam do waszej ekipy i jeszcze powtórzymy ten wyjazd, mimo że moja celka się jeszcze nie prezentuje.

Marina Pawłowska:
Plan godzinowy był fajnie zorganizowany (odpowiednia liczba przerw),  dobrze dobrane miejsca na przerwy, widoki były ładne i wszyscy się mieściliśmy mimo dużej liczebności, atmosfera była miła oraz było na czym oko zawiesić (skyline, nissan, mazduchy), a także czego posłuchać (subaryny, mxy). Pod względem kulinarnym też było dobrze (dobre miejsce, dobra pora, dobre jedzenie) – trasa była atrakcyjna, na zakrętach bawiłam się świetnie.

Mateusz Puzik:
Najnowsza odsłona cyklicznego eventu It started in Japan (vol. 5) była moją już czwartą imprezą z tej serii. Nie zawiedliśmy się kolejny raz, wróciliśmy ponownie w pozytywnych nastrojach z uśmiechem na twarzy, a wszystko to dzięki zrealizowaniu planu, jakie zakładało owe wydarzenie. Pogoda zawsze pozostaje czynnikiem losowym, lecz wczorajsza jesienna aura i widok złotych drzew gubiących liście dodał jeszcze wszystkiemu niesamowitego uroku, czy to podczas sesji zdjęciowych, czy pokonując serpentyny. Chciałbym zaznaczyć, że podział na dwie grupy był strzałem w dziesiątkę podczas odprawy przed jednym z kluczowych przejazdów. Droga 100-tu zakrętów wywarła na nas nieznane nam dotąd wrażenia z przejazdu, tym bardziej, że wraz z dziewczyną gościliśmy na niej pierwszy raz. Kolejną kwestią wartą poświęcenia uwagi jest organizacja – zbiórka zgranej grupy, realizowanie celów z zapowiedzi, zachowanie i kultura na drodze (miejscami delikatne blokowanie ruchu w celu zebrania kolumny, wielki plus za to) czy smaczny obiad, myślę że są wystarczającymi dowodami na potwierdzenie mojej tezy, zresztą kto był sam to widział. Podsumowując już, wyjazd warty każdego kilometra, litra paliwa czy niezliczonych ilości łykniętego oleju oczywiście 10W40 w przypadku Hondy. Sezon powoli się kończy, auto niebawem idzie do garażu pod koc, więc trzeba korzystać z ostatnich dni, a sobotni wyjazd był przypuszczam najlepszą alternatywą spośród innych dookoła dostępnych, jesteśmy zadowoleni pod każdym względem i czekam z niecierpliwością na kolejną odsłonę! Pozdrawiam.

Jakub Zając:
Super organizacja. Fajni ludzie. Oby więcej takich imprez;) no i super Pani fotograf.

Magdalena Pietrzak:
impreza na 5, miłe zaskoczenie otwartością ludzi, którzy przyjechali. Zero sztywnych zasad jak to często bywa w trakcie jazdy w kolumnie – jak się da 150 to jedziemy 150 i każdy wyciska z auta tyle ile może. Trudno wyobrazić sobie lepsze połączenie niż dobra pojeżdżawka po górach z dobrymi wyluzowanymi ludźmi z pozytywną energią. Myślę, że właśnie tak jak my to zrobiliśmy w ten weekend, tak samo kiedyś #itstartedinjapan. Może czas na wersję zimową?

Michał Kiewra:
It Started in Japan vol. 5 oceniam jako wyjątkowo udane, nie dość. że wszystko udało się jak zostało zaplanowane, to dodatkowo pogoda nie mogła być lepsza. Można było w pełni cieszyć się urokami trasy z zakrętami oraz warunki do robienia zdjęć były wyśmienite. Atmosfera dopisywała przez czas trwania całego wyjazdu, nawet podczas drobnej awarii w R34.
Ukoronowaniem całego wyjazdu był wspaniały obiad w Czeskiej Restauracji w Kudowie Zdrój. Podsumowując jedyną wadą wyjazdu było to, że był taki krótki. Na przyszłość możemy sobie tylko życzyć więcej wyjazdów jak ten. Chwała organizatorom za zaplanowanie i przeprowadzenie takiego wydarzenia.

Norbert Broda:
It Started in Japan vol. 5 – dla takich wydarzeń się żyje. Minął dopiero dzień od wyjazdu, a już czekam na kolejny. Wszystko dzięki ludziom i klimatu, który powstał. Przejazdy w góry przez wioski musiał robić ogromne wrażenie. Nie zabrakło czasu  oczywiście na fotki i przerwy by poczekać na osoby, które muszą dojechać z innych części Dolnego Śląska. Moim zdaniem największe wrażenie wywarł na mnie przejazd przez drogę 100 Zakrętów jak i inne serpentyny, klimat wyrwany prosto z Japonii. Masa japońskich samochodów, Eurobeat-y w tle, 8000 obrotów na minutę i strzały z wydechu. Kwintesencja wszystkiego co kochamy. Obiad w rodzinnej atmosferze, na który wszyscy czekali, palce lizać. Po obiedzie ruszyliśmy na punkt widokowy, krajobraz zrobił na mnie wielki wrażenie szczególnie, że nigdy nie byłem w tych rejonach gór. Teraz już wiem, że muszę się tam jeszcze wybrać. Wyjazd uważam za udany pod względem organizacji, bezpieczeństwa, kultury i wszystkiego. W taki sposób powinno się kończyć sezon.

Karol Grabowski:
It Started in Japan vol. 5 to impreza, na którą już od samego dnia założenia wydarzenia nie mogłem się doczekać. Jako jeden z kierowców JDM Crew, nie mogło mnie tam zabraknąć. Atmosfera była epicka, pogoda dopisała w najlepsze. Pomimo sporego zróżnicowana samochodów, które jechały w kolumnie zaczynając od starszych mx5, a kończąc na Imprezach, a nawet R trzydziestce-czwórce, to każdy czuł się równy i równie wyjątkowy. Na Drodze Stu Zakrętów podzieliliśmy się na 3 ekipy. Każda jechała w swoim tempie. Po zastawieniu legendami JDM’u całej Kudowy udaliśmy się na pyszny i dość spory obiad. Na koniec odwiedziliśmy punkt widokowy w zieleńcu i stamtąd zaczęliśmy kierować się na Wrocław. Do teraz wciąż w głowie siedzą mi wszystkie cudowne momenty z tego wyjazdu! I na bank pozostaną tam na zawsze!

Paweł Kaganiec:
Cieszę się, że tak doborowe towarzystwo po raz kolejny (jak sądzę) zawitało w moje strony. Bardzo podoba nam się inicjatywa wspólnego polatania i dziękujemy za możliwość dołączenia do Waszej grupy. Jako mieszkaniec Kotliny mogę zaproponować jakąś ciekawą trasę lub miejsca zarówno w Polsce jak i w Czechach. Jeszcze raz pozdrawiam.

 

Krystian Wolski:
It started in Japan vol. 5 – Spoty i zloty tuningowe to podstawa życia pasjonatów motoryzacji. Tam poznajemy innych ludzi, dowiadujemy się o modyfikacjach i samochodach, słuchamy opinii odnośnie części tuningowych, wymieniamy swoje zdania na motoryzacyjne tematy, jak i również poglądy. Świat ten dzieli się na 3 mniejsze. Muscle cary, egzotyki jak Ferrari, i wozy tuningowe. Ja siedzę przede wszystkim w tym ostatnim, z którego wyodrębnić można motoryzację w zależności od strony świata z której pochodzi. Tak więc są Germany, Francuzy, Amerykańce i Japońce.
Każdy z nas lubi pewien rodzaj, ja osobiście lubuję się w JDMach, czyli w japońskiej motoryzacji. Nie mówię, że nie można lubić innego rodzaju, ale zazwyczaj przedstawiciele poszczególnych grup trzymają się razem. I tak też jest w JDM.
Gdy ktoś czegoś nie wie, pyta się innych JDMowców , nasze rozmowy to prawie zawsze samochody z rynku japońskiego, a spoty to tylko Nissany, Toyoty, Hondy, Mazdy, Mitsubishi, Subaru, Lexusy itd. Jednak bez względu na to, jaką marką jeździmy, wszyscy lubimy szybką jazdę.
W ojczyźnie japońskiej motoryzacji wcale nie jest inaczej. Korzystając z rewelacyjnych górskich dróg, często pod osłoną nocy, niezwykle zaawansowane technologicznie samochody pokonywały kręte serpentyny na granicy przyczepności. Niektórzy w samochodach rwd poszli krok dalej. Wprowadzając swoje samochody w kontrolowany poślizg, japońscy kierowcy zapoczątkowali drifting.
Ale wracając do nocnych, górskich wyścigów, zwanych również touge, jest to okazja by sprawdzić swoje umiejętności. W touge wcale nie trzeba mieć 800KM by być szybkim. Tam właśnie umiejętność prowadzenia samochodu i jedność z nim, powoduje że nawet słabe samochody potrafią dorównać dwukrotnie mocniejszym bestiom.
I tak też Japończycy sprawdzali kto jest lepszy, rozwiązywali problemy i spory. Tak to się zaczęło w Japonii.
Nazwa It Started In Japan świetnie daje nam to do zrozumienia, i wiąże się jak najbardziej z tematyką japońskiej motoryzacji.
Spot vol. 5 został ukierunkowany pod japoński touge. Po spotkaniu o 8.30 wyjechaliśmy w góry. Tam prawie 30 samochodów goniło się po świeżo wylanym asfalcie, jednak były też trasy gdzie od podłużnic szły iskry, a rury od intercoolera spadały.
Wszelkie niedomówienia, spory, różnice zdań, to wszystko przestało być ważne.


Wszyscy razem jak jedna wielka rodzina lataliśmy od zakrętu do zakrętu, by w przerwie zjeść wspólny posiłek w restauracji.
Organizacja była idealna, a klimat typowo japoński. Wielkie podziękowania z mojej strony dla organizatorów, i dla wszystkich osób z którymi kręciliśmy silniki do maksymalnych obrotów.
Możliwość robienia czegoś co kocham, z rewelacyjnym ludźmi znanymi dłużej, krócej, lub dopiero poznanymi, to coś pięknego.
Jedna z najlepszych motoryzacyjnych imprez na jakich byłem.
Mam wielką nadzieję, że wraz z nowym sezonem uda się to powtórzyć, gdyż górska jazda na centymetry to znacznie więcej emocji i radości niż chilloutowe stanie na spocie 😉.

Do galerii zapraszam TUTAJ. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *